Karolina Schiffter
Miejsce 1

adwokat, Raczkowski Paruch sp.k.

Specjalizuje się Pani w migracjach pracowniczych, więc zacznijmy od tego – czy te migracje to narastające zjawisko? Czy pojawiają się tu jakieś problemy precedensowe?

 

Migracje pracownicze to obecnie bardzo aktualny i złożony problem. Coraz więcej polskich firm wysyła swoich pracowników do pracy za granicą, głównie na terenie Unii Europejskiej, a z drugiej strony coraz więcej pracodawców jest zainteresowanych zatrudnianiem obcokrajowców w Polsce, natomiast unormowania prawne, dotyczące tych zagadnień nie są jednolite i są stosunkowo nowe. Jeśli chodzi o delegowanie pracowników, to występują tu dwa największe obszary migracji – pierwszy z nich wyznaczają granice Unii Europejskiej, a polskie firmy są liderem delegowania pracowników, drugi dotyczy pracowników dużych koncernów, którzy przemieszczają się po całym świecie w celu wykonywania pracy. Migracje pracownicze nie są jeszcze kompleksowo uregulowane - mamy unijne dyrektywy o delegowaniu pracowników oraz nieliczne przepisy krajowe. W Polsce od czerwca 2016 r. obowiązuje ustawa o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług, która w ogóle wprowadziła do polskiego porządku prawnego pojęcie delegowania pracowników w ramach UE. Problematyka jest zatem dość nowa - nie powstało jeszcze wiele komentarzy do tych przepisów. W praktyce jest wiele problematycznych kwestii, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi, na przykład, czy jak pracownik wyjeżdża do pracy w Niemczech, to przysługują mu święta polskie czy niemieckie? Bardzo aktualną kwestią jest też zatrudnianie pracowników-cudzoziemców w Polsce, zwłaszcza spoza UE. Z jednej strony utrzymujące się na bardzo niskim poziomie bezrobocie sprawia, że polscy przedsiębiorcy chcą zatrudniać obcokrajowców, zwłaszcza Ukraińców, z drugiej zaś strony nasze przepisy imigracyjne są bardzo złożone, a procedury długotrwałe. Dodatkowo, w związku z koniecznością implementacji przepisów UE, wprowadza się nowe rodzaje zezwoleń na pobyt i nowe wymogi. Powyższe sprawiło, że urzędy z uwagi na dużą liczbę wniosków nie są w stanie wydawać zezwoleń w ustawowym czasie. Ponadto, zwiększająca się liczba cudzoziemców powoduje, że urzędy stały się bardziej rygorystyczne przy wydawaniu zezwoleń i wymagają coraz większej liczby dokumentów. Polscy przedsiębiorcy borykają się więc z wieloma praktycznymi przeciwnościami.

A Pani próbuje im pomagać. Proszę powiedzieć, jakie firmy Pani obsługuje - zachodnie czy polskie?

Zajmuję się wszystkimi aspektami transferu pracowników, tj. wszelkimi kwestiami, gdzie występuje czynnik zagraniczny. Wraz z innymi prawnikami kancelarii obsługujemy zarówno polskie spółki, które delegują pracowników do pracy za granicą – np. do Niemiec czy do Francji, a także koncerny zagraniczne, np. amerykańskie, które przysyłają pracowników do Polski. Doradzamy więc w całym spektrum spraw i wszystkim przedsiębiorcom.

Można więc powiedzieć, że wykonuje Pani pracę radcy prawnego, a przecież jest Pani adwokatem. Nie przeszkadza to Pani?

Absolutnie nie. W obecnej sytuacji rynkowej nie ma już zresztą linii podziału między radcą prawnym a adwokatem, dlatego że nasze uprawnienia zostały zrównane. Oczywiście różni nas historia, mamy inne tradycje, są też różnice w kodeksach etyki, a ponadto adwokaci nie mogą być zatrudniani na umowę o pracę. Nie różnimy się natomiast tym, jakie wykonujemy czynności i jakim klientom doradzamy. W Polsce nie ma podziału jak np. w Anglii, gdzie są barristerzy, reprezentujący klientów przed sądem, i solicitorzy, którzy w zasadzie tylko zajmują się sprawami klientów. W naszej kancelarii tego podziału na pewno też nie widać - mój szef Sławomir Paruch, jest radcą prawnym i w żaden sposób nie wpływa to na rodzaj pracy, którą wykonujemy razem.

Podczas finału konkursu Rising Stars było widać, że adwokatów w tej „nietypowej”, nowej roli jest coraz więcej. Jako pierwsza wśród 30 wschodzących gwiazd prawa była Pani również chwalona za wybitne umiejętności organizacyjne, zdolności analityczne i interpretacyjne – to są umiejętności zarządcze.

To fakt – bez względu na to, czy jesteśmy adwokatami, czy radcami prawnymi wszyscy jesteśmy w pewnym sensie menedżerami, pomocnikami przedsiębiorców. Taka jest obecnie nasza rola. Pojmowanie adwokata wyłącznie jako pełnomocnika w procesie karnym czy osoby, która zajmuje się sprawami rodzinnymi nie jest już aktualne. Rynek zmienił to podejście.

Czy zdobycie I miejsca w tym konkursie sprawiło Pani satysfakcję?

Ten ranking to bardzo ciekawe wydarzenie, szczególnie dla młodszych prawników. To, że zdobyłam w nim I miejsce jest konsekwencją dziewięciu lat ciężkiej pracy – wielu zarwanych nocy, weekendów spędzonych w pracy nie tylko na działalności stricte zawodowej, ale również pozazawodowej. W tym konkursie jest to dostrzegane i doceniane, dlatego uważam, że warto w nim uczestniczyć. To wyróżnienie jest również dostrzegane w środowisku – byłam niedawno na Krajowym Zjeździe Adwokatury i wiele osób, których wcześniej nie znałam, gratulowało mi zwycięstwa w rankingu.

Konkurencja już też się odezwała?

Takie wyróżnienie na pewno nie umyka uwadze zarówno klientom i konkurencji.

Przejdźmy do pracy na rzecz samorządu adwokackiego – uczestniczy Pani w pracach dwóch komisji ORA w Warszawie, ale jest Pani przede wszystkim jednym z inicjatorów programu „Wspólna adwokatura # od Nowa”.

Ta idea powstała około ośmiu miesięcy temu, kiedy spotkaliśmy się w grupie młodych adwokatów i zaczęliśmy się zastanawiać, co należałoby zmienić w adwokaturze, żeby było nam łatwiej wykonywać zawód, jak przyciągnąć młodych do życia samorządowego, bo młodzi adwokaci potrzebują wsparcia. Zebraliśmy pomysły, spisaliśmy je w formie programu i wystartowaliśmy w wyborach do ORA w Warszawie. Zarówno komisja ds. praktyki adwokackiej, jak i komisja ds. relacji z sędziami została powołana m.in. w celu realizacji tych postulatów. Zadaliśmy sobie pytanie, dlaczego nie prowadzimy dialogu z sędziami, przecież jeśli każda ze stron będzie komunikowała swoje oczekiwania, to można wypracować satysfakcjonujące zasady współpracy. Muszę podkreślić, że część naszych postulatów – np. rozwiązania informatyczne - znalazła odzwierciedlenie w uchwale programowej Krajowego Zjazdu Adwokatury i będą one realizowane na poziomie ORA i NRA. Chcielibyśmy, żeby te idee przejęły także inne izby i żeby one również zaczęły je wdrażać w życie.

Działa Pani także w sekcji międzynarodowej Amerykańskiego Stowarzyszenie Prawników Migracyjnych (AILA GMS).

To prawda. Jestem członkiem American Immigration Lawyer Association Global Mobility Section i przewodniczącą jednego z komitetów tego stowarzyszenia. Uczestnictwo w pracach tej organizacji pozwala mi na wymianę doświadczeń z prawnikami z całego świata, którzy – co ważne - również są zaangażowani społecznie. Dzięki spotkaniom z nimi mogę też obserwować trendy prawnicze w innych państwach, jak np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie sprawy imigracyjne są odrębną gałęzią prawa. Takie spotkania poszerzają horyzonty.

Czy nasze rozwiązania bardzo odstają od regulacji w innych krajach? Przepraszam, cofam pytanie, bo jest zbyt obszerne.

Chętnie odpowiem krótko – dopiero w latach 90. otworzyliśmy się jako kraj na cudzoziemców, więc nasze prawo w tym zakresie dopiero powstaje i się rozwija. Z tego względu jest ono zdecydowanie inne niż np. prawo niemieckie czy amerykańskie. Bardzo ciekawym zagadnieniem dla zagranicznych prawników jest to, w jaki sposób kształtuje się nasz system prawny, natomiast my, polscy prawnicy, chętnie słuchamy, jakie są kierunki rozwoju ich prawa. Tak się uzupełniamy. Ważne jest też to, że takie międzynarodowe kontakty umożliwiają mi polecić moim klientom sprawdzonych prawników z innych krajów, tak jak oni mnie polecają. Ma to znaczenie dla klientów, którzy otrzymują rzetelną rekomendację.

Spełnia się Pani również działając pro bono – to również warunek udziału w konkursie. Jakiego typu klientów Pani reprezentuje?

Przede wszystkim są to sprawy imigracyjne, np. uchodźców, którzy często potrzebują wsparcia, gdyż m.in. nie mówią po polsku, nie rozumieją procedur.

Teraz Ukraińcy nie będą mieli wiz do UE, więc i pracy będzie mniej.

Ukraińcy nadal będą potrzebować zezwoleń na pracę i zezwoleń pobytowych, a zatem nie spodziewam się mniejszej ilości pracy. Myślę, że dla naszego rynku pracy będzie to bardzo dobra zmiana, gdyż przyśpieszy procedurę sprowadzania cudzoziemców do Polski. Z drugiej strony, polscy przedsiębiorcy obawiają się, że po zniesieniu obowiązku wizowego Ukraińcy będą woleli pracować w innych krajach, jak w Niemczech czy we Francji, i już interesują się pracownikami z bardziej egzotycznych krajów, np. z Indii.

Przejdźmy do rozwoju osobistego – ma Pani jakieś plany naukowe?

Jeszcze dwa lata temu chciałam pisać doktorat, ale okazało się, że przy intensywnej pracy nie jest to możliwe. Cały czas jednak coś publikuję – np. w „Monitorze Prawa Pracy”, kończę też pisanie książki o zatrudnianiu cudzoziemców. Plany naukowe odeszły na dalszy plan, tym bardziej że po kilku latach intensywnej pracy odczuwam coraz większą potrzebę spędzania czasu z rodziną, przyjaciółmi i realizowania zainteresowań pozazawodowych.

Na przykład pisania tekstów piosenek?

Tak, była to jedna z moich pasji. Pisaniem tekstów zajmowałam się intensywnie kilka lat temu. Pochodzę z rodziny muzyków. Mój tata jest śpiewakiem operowym, mama nauczycielką gry na fortepianie, a moja siostra śpiewała we własnym zespole w Poznaniu. To dla siostry pisałam teksty.

To jakie są te Pani zainteresowania?

Bardzo lubię podróżować. Na przykład w dniu finału konkursu Rising Stars wróciłam z Tajlandii – w południe wylądowałam w Polsce, a o 18 byłam już na gali, właściwie prawie jeszcze z plecakiem. Drugim moim hobby jest czytanie książek – jestem od nich uzależniona.

Czy dlatego studiowała Pani polskie i niemieckie prawo na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą?

Wybór uczelni wynikał z faktu, że mam korzenie niemieckie. W latach 80. wyemigrowaliśmy z Polski do Niemiec całą rodziną. W 1992 roku wróciłam do Polski, ale cały czas czuję się związana z Niemcami. Studiowałam polskie i niemieckie prawo, gdyż wybierając studia nie wiedziałam, w którym kraju chciałabym żyć.

I wybrała Pani Polskę…

Tak. W polskim prawie widziałam większy potencjał. Tę decyzję podjęłam w trakcie pisania pracy magisterskiej – a pisałam ją o wolności słowa, kiedy się okazało, że materiałów niemieckich jest mnóstwo, a polskich bardzo mało. Stwierdziłam więc, że bycie prawnikiem w Polsce może być ciekawsze i wiązać się z wieloma wyzwaniami. I nie żałuję. Zresztą sercem byłam zawsze związana z Polską i Polakami. Tu chodziłam do szkoły, do liceum w Poznaniu.

Szkoła średnia to czas, do którego się najbardziej tęskni.|

Tak, ale widzę, że teraz wiele osób chętnie przyjeżdża do pracy do Warszawy. Z mojego LO chyba 10 osób mieszka w Warszawie, zresztą nie tylko prawników. To miasto żyje, dając młodym ludziom bardzo dużo możliwości rozwojowych. Na przykład ja po studiach – osoba, która nie miała żadnych koneksji prawniczych - zaczęłam praktykę w renomowanej kancelarii SKS w Warszawie. Myślę, że w innych miastach jest to dużo trudniejsze i wiele osób przyjmowanych jest do pracy z polecenia. Ja też początkowo chciałam pracować w Poznaniu – ale mi się nie udało. Teraz nie wyobrażam sobie wyjazdu z Warszawy.

Mec. Karolina Schiffter, adwokat, prawnik w Kancelarii Raczkowski Paruch, w której stworzyła i prowadzi dział imigracyjny i Global Mobility. Specjalizuje się w prawie pracy oraz prawie imigracyjnym, w szczególności obsługuje firmy w zakresie delegowania pracowników do pracy za granicą oraz przenoszenia pracowników zagranicznych do Polski. Prowadzi sprawy pro bono i aktywnie uczestniczy w pracach samorządu adwokackiego, jest członkiem działających przy Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie komisji ds. komunikacji z organami wymiaru sprawiedliwości i komisji ds. aplikacji radcowskiej. Należy też do sekcji globalnej Amerykańskiego Stowarzyszenia Prawników Imigracyjnych (AILA GMS). Jest absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Europejskiego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.