Wywiad z: Justyna Szpara 

Autor: Bogdan Bugdalski

Jest Pani uznawana za jednego z najlepszych prawników polskich specjalizujących się w postępowaniu arbitrażowym, o czym świadczą liczne rekomendacje międzynarodowych gremiów, np. Chambers Global, które podkreślają nie tylko Pani wiedzę merytoryczną, ale przede wszystkim komunikatywność. Czy Pani już wie, jaki powinien być współczesny prawnik?
Współczesny prawnik powinien przede wszystkim mieć swoją specjalizację, bo prawo robi się coraz bardziej skomplikowane i nie można się znać na wszystkim. Z drugiej strony coraz większe znaczenie mają kompetencje soft skills. Jest wielu wybitnych specjalistów, którzy są prawdziwymi tuzami prawniczymi, ale w wykonywaniu zawodu prawnika nie radzą sobie zbyt dobrze - dlatego że w relacji z klientem niezbędne są umiejętności interpersonalne, takie jak umiejętność słuchania, umiejętność rozumienia jego potrzeb.

I to wystarczy?
Kluczem do sukcesu jest zaangażowanie. Traktowanie każdej sprawy jako czegoś bardzo ważnego. Klienci to zaangażowanie czują i doceniają. Prawnik jest po to, żeby ułatwiać a nie utrudniać życie przedsiębiorcom. Nie wystarczy przedstawić klientowi kilku różnych opcji rozwiązania problemu i powiedzieć: proszę sobie wybrać, to jest pani/pana decyzja. Klienci oczywiście to wiedzą, ale chcieliby poznać rekomendowane rozwiązanie. Dobrego prawnika wyróżnia to, że nie tylko potrafi przedstawić różne opcje działania, ale również wskazać konkretne rozwiązanie i wziąć na siebie część ryzyka wynikającego z tego wyboru.

Działa Pani w arbitrażu od wielu lat i przez obserwatorów rynku prawniczego jest Pani uznawana za osobę wyjątkową – czy ma Pani jakiś specjalny dar, który pozwala Pani przekonać klientów do siebie?
O to już trzeba by zapytać klientów.

No dobrze. Kiedy odebrała Pani nagrodę Rising Stars, była pani pierwszą laureatką tego konkursu w Polsce. Jak się Pani czuła?
Jest bardzo dużo rankingów branżowych, rekomendacji – to część naszego życia prawniczego – ale to wyróżnienie sprawiło mi szczególną satysfakcję ze względu na moje zaangażowanie w ruch związany z promowaniem młodych prawników. Konkurs Rising Stars jest wyjątkowy, bo dotyczy prawników wchodzących na rynek usług prawniczych, pozwala tym, którzy nie mają jeszcze wyrobionej renomy, zaistnieć na nim, pokazać się w środowisku. Niezwykle istotna była też sama rekomendacja ze strony wybitnych osobowości, które zasiadały w jury rankingu.

Czy z powodu zajęcia pierwszego miejsca w Pani życiu coś się zmieniło? Czy rynek jakoś zareagował?
Konkurs jest istotnym elementem budowania pozycji na rynku, budowania prestiżu. Szczególnie w branży rozwiązywania sporów reputacja na rynku, również wśród innych prawników, jest czymś kluczowym. Jest głównym atutem. Jednak jak zawsze w tego rodzaju konkursach i rekomendacjach bardzo trudno jest znaleźć wyraźne przełożenie pomiędzy konkretną pozycją w rankingu a rozwojem biznesu. Reputacja jest bowiem elementem niewymiernym.

A zainteresowanie ze strony innych kancelarii i klientów?
Ze strony klientów oczywiście tak – zostało to przyjęte z dużym uznaniem. Jednak dla klientów, którzy prawnika nie znają, nadal dużo większe znacznie ma reputacja w środowisku. Każdy klient działający w środowisku biznesowym zna jakichś prawników i to głównie od nich czerpie informacje o innych prawnikach, specjalizujących się w dziedzinie, która w danych czasie jest dla klienta istotna.

Zatem polecenie jest wciąż najlepszą rekomendacją.
Reputacja środowiskowa jest czymś nie do przecenienia.

Nagrody i rekomendacje zdobywają również pani partnerzy w kancelarii i pracownicy. Czy jako partner zarządzający odczuwa Pani z tego powodu dumę?
Oczywiście. Jako mała kancelaria stawiamy przede wszystkim na pracę zespołową. Mamy świetny zespół i prawników i tzw. personelu pomocniczego, i każdy sukces indywidualny jest tak naprawdę sukcesem nas wszystkich. Tak samo każde wyróżnienie kancelarii jest wyróżnieniem moim i wszystkich osób, które tu pracują.

Od zwycięskiego konkursu minęło już kilka lat, czy nadal wspiera Pani ludzi młodych?
Naturalnie. Jestem zaangażowana w różne inicjatywy, które wspierają i promują młodych prawników. Taką koronną inicjatywą, w której uczestniczę, jest Międzynarodowe Stowarzyszenie Młodych Prawników – po francusku Association Internationale des Jeunes Avocats (AIJA) – od dwóch lat jestem w zarządzie tej organizacji, obecnie w roli skarbnika. To organizacja, która zrzesza prawników z całego świata w wieku do 45 lat. Doświadczenie wynikające ze współpracy w ramach tej organizacji jest czymś nieocenionym, zwłaszcza dla osób, które są na początku kariery zawodowej. – Przede wszystkim uczy, że należy akceptować odmienne podejście do zadań, inność w zawodzie. W AIJA organizujemy wiele seminariów i konferencji (ok. 20 w ciągu roku) i gdy pracujemy nad określonym projektem, to widać te różnice – zupełnie inaczej pracują Szwajcarzy czy Niemcy, a inaczej Meksykanie czy Japończycy. To urok tej organizacji. Właśnie zakończył się doroczny, 54. Międzynarodowy Kongres Młodych Prawników w Monachium. Za rok spotykamy się w Tokio.

Pani główną specjalizacją jest arbitraż gospodarczy – czy arbitraż to naprawdę przyszłość rozwiązywania sporów?
W Polsce od niedawna wiele mówi się o arbitrażu, ale jako metoda rozwiązywania sporów arbitraż nie jest nowością – był znany i stosowany już w średniowieczu, zwłaszcza w strukturach kupieckich. Jednak myślenie o arbitrażu jako alternatywie dla sądownictwa państwowego nie jest właściwe. Arbitraż nigdy nie zastąpi sądownictwa państwowego, ale jest czymś, na co zawsze będzie miejsce, bo jest wyrazem wolności i swobody gospodarczej. W arbitrażu chodzi o to, żeby przedsiębiorcy mieli wybór, żeby skomplikowane spory o dużej wartości, w których potykają się ze sobą wielkie firmy, można było rozwiązać w inny sposób niż za pośrednictwem państwowego wymiaru sprawiedliwości. Przewaga arbitrażu polega na tym, że strony mają wpływ na to, jak wygląda to postępowanie, mogą uzgodnić z arbitrami, w jaki sposób będzie ono przebiegało. Poza tym arbitrami w sporze są osoby o odpowiednich kwalifikacjach, dysponujące specjalistyczną wiedzą z dziedziny gospodarczej, której dotyczy spór, którym strony ufają. W ramach arbitrażu jest oczywiście także miejsce na zachęcanie stron do wypracowania ugodowego rozwiązania.

Pani mediacją też się zajmuje?
Nie. Ale bardzo wspieram mediacje, bo z mojego doświadczenia wynika, że dobrze poprowadzona mediacja jest w stanie doprowadzić strony do porozumienia nawet w sprawach, w których początkowo ich stanowiska są skrajnie odległe . Uczestniczyłam w sporach o dużej wartości, które dzięki mediacji zakończyły się podpisaniem ugody.

Czy zarządzanie kancelarią bardzo Panią absorbuje?
Zarządzanie kancelarią to pracochłonne zajęcie, ale jest to praca, która sprawia mi wiele radości i satysfakcji. Mam również komfort pracy w naprawdę zgranym zespole.

Ma Pani dużo tzw. zwykłych spraw na głowie?
Jako wspólnik zarządzający muszę rozwiązywać różne problemy – od najbardziej przyziemnych po strategiczne, a czasem podejmować decyzje trudne, np. personalne, które niestety czasem są niezbędne. Generalnie jednak moim i pozostałych wspólników celem jest stworzenie w kancelarii takiej atmosfery, w której wszystkim będzie się dobrze pracowało.

Rządzi Pani silną ręką czy woli metody miękkie?
W zarządzaniu ludźmi najbardziej sprawdzają się kombinacje metod miękkich i twardych, a w kancelarii ludzie są najważniejsi. Sprzedajemy przecież wiedzę, umiejętności i czas ludzi. Ustalenie pewnych reguł i zasad funkcjonowania to jest coś, czego ludzie bardzo potrzebują. We wspólnym wykonywaniu pracy potrzebne są jakieś drogowskazy, kierunki, zasady.

Na reputację wpływają również publikacje, zwłaszcza naukowe, a Pani publikuje szczególnie dużo. Czy pracuje Pani nad jakimś większym dziełem?
Ma Pan na myśli doktorat? Nie wykluczam tego w przyszłości, bo zawsze praca naukowa jawiła mi się jako coś niezmiernie interesującego. Podziwiam moich kolegów, którzy łączą pracę zawodową z pracą naukową, ale ja tak nie potrafię. Moja obecna aktywność zawodowa i środowiskowa jest na tyle absorbująca, że nauką nie jestem w stanie zająć się w takim stopniu, w jakim bym chciała. Dlatego praca naukowa tak, ale w późniejszym okresie.

Wobec tego zapytam o plany zawodowe – jakie są Pani cele?
Niewątpliwie są związane z arbitrażem. Polscy przedsiębiorcy coraz częściej wychodzą poza nasz kraj i w wielu dziedzinach świetnie funkcjonują na międzynarodowych rynkach. To oczywiście oznacza, że nasza gospodarka coraz lepiej się rozwija, ale skutkuje również tym, że coraz więcej polskich przedsiębiorców jest zaangażowanych w spory o charakterze międzynarodowym, które bardzo często są rozstrzygane w arbitrażu. Dlatego chciałabym wzmocnić swoją pozycję w dziedzinie sporów międzynarodowych, w takiej części, w jakiej dotyczą one sporów z udziałem polskich przedsiębiorców.

Justyna Szpara – adwokat, partner zarządzający Kancelarii Łaszczuk i Wspólnicy. Jest jednym z najlepszych specjalistów w Polsce zajmujących się doradztwem w sporach gospodarczych przed sądami powszechnymi i arbitrażowymi, zarówno krajowymi jak i międzynarodowymi, a także w postępowaniach postarbitrażowych. Od lat jest rekomendowana m.in. w 2016 r. przez Chambers Global i Chambers Europe jako wiodący prawnik w dziedzinie rozwiązywania sporów. Z Kancelarią Łaszczuk i Wspólnicy jest związana od 1999 r., od roku 2005 jest w niej partnerem, a od 2010 r. partnerem zarządzającym. Jest arbitrem rekomendowanym Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej i Sądu Arbitrażowego Lewiatan oraz członkiem Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sądownictwa Polubownego, Komisji ds. Arbitrażu przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, a także Swiss Arbitration Association (ASA). Jako członek zarządu aktywnie działa w International Association of Young Lawyers (AIJA). Na swoim koncie ma wiele publikacji naukowych, m.in. w poświęconym arbitrażowi handlowemu tomie „Systemu Prawa Handlowego” oraz w miesięczniku adwokatury „Palestra”.